🦔 O jeżach, zimie i tym, jak blisko jest za blisko


Za oknem zima. Mróz. Rano wychodzę na ulicę i widzę, jak oddech zamienia się w parę. Taka pogoda sprawia, że chce się zostać w domu. Napić kawy z kardamonem. Posłuchać skandynawskiego jazzu. Pogadać z kimś bliskim.

W zimie zawsze przypomina mi się pewna historia. Opowiadał ją Schopenhauer – filozof, którego bardzo sobie cenię. I jest to opowieść o jeżach.

W zimny dzień grupa jeży próbuje się ogrzać. Podchodzą bliżej i kłują się nawzajem kolcami. Odskakują. Za chwilę jest im znowu zimno, więc próbują dalej. I tak w kółko. Szukają tej jednej, dobrej odległości, gdzie jest wystarczająco ciepło, ale już się nie ranią.

Czasem myślę, że my ludzie robimy to samo.

Potrzebujemy bliskości. Kontaktu. Ciepła od drugiego człowieka. Ale jak podejdziemy za blisko, to zaczynają się tarcia. Nasze wady, różnice, oczekiwania. Te wszystkie „kolce”, które w sobie nosimy. I wtedy odskakujemy. Bo boli.

Ale jak oddalamy się za bardzo, to robi się pusto. Samotnie. Zimno.

I zaczynamy taniec. Jak w obrazie Matisse'a, o którym pisałem ostatnio. Dwa kroki do siebie, jeden w tył. Czasem w ogóle nie wiemy, jak blisko chcemy z kimś być. Czasem myślimy, że wiemy, a okazuje się, że dla drugiej osoby to zupełnie inny dystans.

W pracy widzę to codziennie. Lider chce być bliżej zespołu, a ludzie czują się kontrolowani. Albo próbuje dać ludziom przestrzeń, a zespół myśli, że mu na nich nie zależy. W związku partner mówi „potrzebuję chwili dla siebie”, a drugi słyszy „nie zależy ci na mnie”.

I nikt nie ma racji. Bo nie ma jednej, uniwersalnej odległości. Dla każdej relacji ona jest inna. I zmienia się w czasie.

Schopenhauer był pesymistą. Uważał, że ludzie z natury są samotni i najlepiej jest jak są w dystansie. Ja myślę inaczej. Myślę, że ten taniec to właśnie bliskość. Że relacja to nie stan, ale ruch. Ciągłe szukanie. Próbowanie. Pytanie: „jak teraz? Dobrze? Nie dobrze? Podejść bliżej?”.

Może w tym właśnie jest piękno. Że nie ma gotowej odpowiedzi. Że musimy cały czas rozmawiać. Sprawdzać. Być uważnymi na siebie i na drugiego.

I że czasem po prostu będzie nam zimno. A czasem ukłują nas kolce. I to też jest w porządku.

Bo jeże, przynajmniej w tej metaforze, w końcu znajdują tę „właściwą” odległość. Nie idealną. Ale wystarczająco dobrą, żeby przetrwać zimę razem.

A Ty? Czujesz czasem, że szukasz tej „dobrej” odległości z kimś bliskim? Albo w pracy? Jeśli chcesz, napisz mi. Chętnie poczytam, jak Ty to widzisz.

Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Poniżej znajdziesz kilka ostatnich wydań newslettera. Rzuć na nie okiem w wolnej chwili i daj się zainspirować.

Read more from Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Ostatnio siedzieliśmy na zajęciach z literatury muzycznej na Akademii Muzycznej. I rozmawialiśmy o przełomach. O tym, jak rodziły się nowe style muzyczne. Jazz, który był skandalem. Dodekafonia, której nie chciały sale koncertowe. Rock and roll, który „deprawował młodzież”. Za każdym razem ten sam schemat. Nowe brzmienie pojawia się na horyzoncie, a środowisko zaciska pięści. Krytykuje. Odrzuca. Czasem przez lata całe. I nagle ktoś wspomniał o Chaplinie. Chaplin przez lata odmawiał pracy w...

W ostatnim newsletterze pisałem Ci o kosmitach. O tym, jak bardzo chcemy, żeby „ktoś tam był”. Ktoś mądrzejszy, ktoś z zewnątrz, ktoś kto wie więcej i zdejmie z nas ciężar odpowiedzialności za własne życie. Ten tekst był o potrzebie zewnętrznego punktu oparcia. Dzisiaj chcę pójść o krok dalej. I przyznam, że to jeden z trudniejszych tekstów, jakie przyszło mi napisać. Bo dotyczy czegoś, co jest zdecydowanie bliżej mnie niż kosmici. Przez prawie czterdzieści lat życia musiałem mieć kogoś, na...

Jechaliśmy z Olą w Gorce. Droga długa, rozmowa leniwa, jeden z tych momentów, kiedy myśli płyną same. I nagle, nie wiem skąd, wyskoczył mi temat kosmitów. – A co, jeśli tam ktoś jest? – zapytałem. Ola zastanowiła się chwilę. – A co, jeśli tam nikogo nie ma? I wtedy poczułem coś dziwnego. Jakiś taki lekki niepokój. Jakby ta druga opcja była… cięższa. Dlaczego tak bardzo chcemy, żeby „ktoś tam był”? Bo to by znaczyło, że ktoś wie lepiej. Ktoś już przez to przeszedł. Może patrzy. Może pomoże. A...