💃 W tym „prawie” jest życie


Wczoraj byłem z przyjaciółmi na wystawie „Henri Matisse” w Tichauer Art Gallery w Tychach. Jak zwykle się nie zawiodłem. Trafiłem tam na litografię La Danse – graficzną wersję słynnego obrazu Matisse'a z 1910 roku. Pięć czerwonych postaci tańczy w kręgu na tle niebieskiego nieba i zielonej ziemi. Symbol radości, jedności, wyzwolenia.

Ale najbardziej zaintrygowała mnie jedna rzecz – krąg się nie domyka.

Dwie dłonie prawie się dotykają. Prawie. Ale nie do końca.

I pomyślałem sobie: a może właśnie w tym „prawie” jest cała prawda o relacjach?

Robert Sternberg, psycholog, który zajmował się miłością, pisał o trzech jej składnikach: intymności, namiętności i zobowiązaniu. W miarę trwania związku intymność opada, namiętność gaśnie. Zostaje zobowiązanie. Świadoma decyzja, myśli i działania ukierunkowane na podtrzymywanie relacji, mimo różnych przeszkód.

To zobowiązanie jest kruche. Bo wynika z decyzji. A decyzję można zmienić, odwołać. Można przestać się angażować.

Ale w udanym związku to właśnie ono jest najstabilniejszym elementem.

I może właśnie tutaj, w tym zobowiązaniu, jest miejsce na to „prawie".

Na to, że nie jestem idealny. Że robię błędy. Że nie zawsze daję radę. Że moja dłoń opada. Że Twoja też.

Ale też na to, że jesteś inny niż ja. Że myślisz inaczej. Czujesz inaczej. Że masz prawo być sobą. I ja mam prawo być sobą.

Że relacja nigdy nie będzie „skończona”, „gotowa”, „dopięta na ostatni guzik”. Że to proces, który trwa. Który wymaga wysiłku. Który nigdy nie jest „na zawsze ustawiony”.

I właśnie w tym jest życie.

Ten niedomknięty krąg to nie porażka. To zaproszenie.

Zaproszenie, żeby wciąż wybierać. Żeby wciąż podnosić dłoń. Żeby wciąż być w tym tańcu, nawet jeśli się potykamy. Nawet jeśli nie dotykamy palców drugiej osoby.

Bo prawdziwe relacje nie polegają na tym, żeby krąg się idealnie domknął. Żeby wszystko było pewne, bezpieczne, niezmienne.

Polegają na tym, że wciąż próbujemy. Wciąż akceptujemy siebie nawzajem. Wciąż dajemy sobie prawo do bycia niedoskonałymi i do bycia sobą.

W tym „prawie”, w tym napięciu, w tym braku, w tej niedoskonałości jest życie. Prawdziwe życie.

Może to właśnie tego się boisz w swoich relacjach? Że nie są „skończone”. Że wciąż jest w nich napięcie, niepewność, niedoskonałość.

Ale co, jeśli to wcale nie oznacza, że coś jest nie tak? Co, jeśli to oznacza, że są żywe?

Że taniec wciąż trwa. Że krąg wciąż się nie domyka. I że właśnie w tym jest piękno.

Jeśli masz ochotę, napisz mi – jak ty widzisz ten niedomknięty krąg w swoich relacjach? Chętnie poczytam.

Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Poniżej znajdziesz kilka ostatnich wydań newslettera. Rzuć na nie okiem w wolnej chwili i daj się zainspirować.

Read more from Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Ostatnio siedzieliśmy na zajęciach z literatury muzycznej na Akademii Muzycznej. I rozmawialiśmy o przełomach. O tym, jak rodziły się nowe style muzyczne. Jazz, który był skandalem. Dodekafonia, której nie chciały sale koncertowe. Rock and roll, który „deprawował młodzież”. Za każdym razem ten sam schemat. Nowe brzmienie pojawia się na horyzoncie, a środowisko zaciska pięści. Krytykuje. Odrzuca. Czasem przez lata całe. I nagle ktoś wspomniał o Chaplinie. Chaplin przez lata odmawiał pracy w...

W ostatnim newsletterze pisałem Ci o kosmitach. O tym, jak bardzo chcemy, żeby „ktoś tam był”. Ktoś mądrzejszy, ktoś z zewnątrz, ktoś kto wie więcej i zdejmie z nas ciężar odpowiedzialności za własne życie. Ten tekst był o potrzebie zewnętrznego punktu oparcia. Dzisiaj chcę pójść o krok dalej. I przyznam, że to jeden z trudniejszych tekstów, jakie przyszło mi napisać. Bo dotyczy czegoś, co jest zdecydowanie bliżej mnie niż kosmici. Przez prawie czterdzieści lat życia musiałem mieć kogoś, na...

Jechaliśmy z Olą w Gorce. Droga długa, rozmowa leniwa, jeden z tych momentów, kiedy myśli płyną same. I nagle, nie wiem skąd, wyskoczył mi temat kosmitów. – A co, jeśli tam ktoś jest? – zapytałem. Ola zastanowiła się chwilę. – A co, jeśli tam nikogo nie ma? I wtedy poczułem coś dziwnego. Jakiś taki lekki niepokój. Jakby ta druga opcja była… cięższa. Dlaczego tak bardzo chcemy, żeby „ktoś tam był”? Bo to by znaczyło, że ktoś wie lepiej. Ktoś już przez to przeszedł. Może patrzy. Może pomoże. A...