😨 Lokomotywa jedzie. Zostań na sali.


Ostatnio siedzieliśmy na zajęciach z literatury muzycznej na Akademii Muzycznej. I rozmawialiśmy o przełomach. O tym, jak rodziły się nowe style muzyczne. Jazz, który był skandalem. Dodekafonia, której nie chciały sale koncertowe. Rock and roll, który „deprawował młodzież”.

Za każdym razem ten sam schemat. Nowe brzmienie pojawia się na horyzoncie, a środowisko zaciska pięści. Krytykuje. Odrzuca. Czasem przez lata całe.

I nagle ktoś wspomniał o Chaplinie.

Chaplin przez lata odmawiał pracy w filmach dźwiękowych. Nie dlatego, że był zacofany. Dlatego, że rozumiał, co traci. Wiedział, że jego sztuka – ta precyzyjna, bezsłowna – w świecie dźwięku przestanie istnieć. Bał się. I miał rację. I mylił się jednocześnie.

Pomyślałem wtedy o innych takich sytuacjach.

Kiedy bracia Lumière wyświetlili w 1895 roku film z nadjeżdżającym parowozem, część widzów wybiegła z sali. Lokomotywa była tylko obrazem. A jednak ludzie uciekali. Ciało reagowało szybciej niż rozum.

To samo działo się z każdym wynalazkiem, który zmieniał reguły gry.

Druk? Kościół bał się, że Biblia trafi w niepowołane ręce. Kolej żelazna? Lekarze ostrzegali, że prędkość uszkadza płuca i powoduje obłęd. Telefon? Mówiono, że zniszczy sztukę rozmowy. Internet? Że izoluje ludzi od siebie.

I tak dalej. I tak dalej.

Za każdym razem ten sam schemat. Coś nowego pojawia się na horyzoncie, a my jako gatunek zaciskamy pięści.

Dziś rolę lokomotywy gra sztuczna inteligencja.

Słyszę te same słowa. „AI zabierze nam pracę". „Zniszczy kreatywność”. „Nie wiadomo, dokąd to doprowadzi”. Rozumiem ten lęk. Naprawdę. Sam go czuję, kiedy patrzę, jak szybko zmienia się wszystko wokół i ile ja sam korzystam z AI-a.

Ale jest jedno pytanie, które bardziej mnie interesuje niż „czy się bać”. Mianowicie – co z tym strachem zrobić?

Irvin Yalom pisał o momentach, które nazywał „przebudzającymi”. Śmierć bliskiej osoby. Choroba. Nagła utrata. Chwile, gdy życie przestaje być tłem i staje się pytaniem.

Myślę, że rewolucje technologiczne działają podobnie. AI nie pyta nas, czy lubimy zmiany. Pyta, choć nie wprost, co w nas jest naprawdę nasze.

To nie jest łatwe pytanie. Zwłaszcza gdy wszystko wokół przyspiesza i trudno złapać grunt pod nogami.

Chaplin w końcu nakręcił film dźwiękowy. Ale zrobił to po swojemu. Nie oddał głosu nowej technologii, użył jej, żeby własny głos wzmocnić. I właśnie dlatego pamiętamy jego, a nie technologię, której się bał.

Może to jest właściwe pytanie na ten moment. Nie – „czy AI mnie zastąpi?”. Ale – „co jest we mnie niezastąpione, dla mnie samego lub samej?”

Nie w porównaniu z maszyną. Po prostu, co jest moje? Co chcę, żeby zostało?

Bo jeśli sami sobie nie odpowiemy, ktoś odpowie za nas. I być może nawet nie zauważymy, kiedy to się stało.

Jeśli masz na to odpowiedź, albo tylko przeczucie, chętnie je przeczytam. Wystarczy, że odpiszesz na tego maila.

Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Poniżej znajdziesz kilka ostatnich wydań newslettera. Rzuć na nie okiem w wolnej chwili i daj się zainspirować.

Read more from Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

W ostatnim newsletterze pisałem Ci o kosmitach. O tym, jak bardzo chcemy, żeby „ktoś tam był”. Ktoś mądrzejszy, ktoś z zewnątrz, ktoś kto wie więcej i zdejmie z nas ciężar odpowiedzialności za własne życie. Ten tekst był o potrzebie zewnętrznego punktu oparcia. Dzisiaj chcę pójść o krok dalej. I przyznam, że to jeden z trudniejszych tekstów, jakie przyszło mi napisać. Bo dotyczy czegoś, co jest zdecydowanie bliżej mnie niż kosmici. Przez prawie czterdzieści lat życia musiałem mieć kogoś, na...

Jechaliśmy z Olą w Gorce. Droga długa, rozmowa leniwa, jeden z tych momentów, kiedy myśli płyną same. I nagle, nie wiem skąd, wyskoczył mi temat kosmitów. – A co, jeśli tam ktoś jest? – zapytałem. Ola zastanowiła się chwilę. – A co, jeśli tam nikogo nie ma? I wtedy poczułem coś dziwnego. Jakiś taki lekki niepokój. Jakby ta druga opcja była… cięższa. Dlaczego tak bardzo chcemy, żeby „ktoś tam był”? Bo to by znaczyło, że ktoś wie lepiej. Ktoś już przez to przeszedł. Może patrzy. Może pomoże. A...

Za oknem zima. Mróz. Rano wychodzę na ulicę i widzę, jak oddech zamienia się w parę. Taka pogoda sprawia, że chce się zostać w domu. Napić kawy z kardamonem. Posłuchać skandynawskiego jazzu. Pogadać z kimś bliskim. W zimie zawsze przypomina mi się pewna historia. Opowiadał ją Schopenhauer – filozof, którego bardzo sobie cenię. I jest to opowieść o jeżach. W zimny dzień grupa jeży próbuje się ogrzać. Podchodzą bliżej i kłują się nawzajem kolcami. Odskakują. Za chwilę jest im znowu zimno, więc...