🎠 Za stary na huśtawkę?


Przez cały sierpień i wrzesień jeździłem rowerem wzdłuż Rudawy. Zawsze tą samą trasą. I zawsze w tym samym miejscu – tuż przed Mydlnikami – zwalniałem.

Tam, gdzie drewniana ścieżka prowadzi przez łąkę do placu zabaw.

Stały tam duże, solidne huśtawki. Takie, na których można się naprawdę rozkołysać. I za każdym razem, kiedy je mijałem, coś we mnie mówiło: „Zatrzymaj się. Pohuśtaj się”.

Ale nigdy się nie zatrzymywałem.

Bo co sobie pomyślą rodzice z dziećmi? Co pomyślą ludzie, którzy szli obok? Za stary jestem na takie rzeczy. To nie wypada. To nie dla mnie.

Przez miesiąc te myśli mnie powstrzymywały.

Aż pewnego dnia… po prostu się zatrzymałem. Odstawiłem rower. Usiadłem na huśtawce. I zacząłem się huśtać. Nawet nagrałem ten moment, bo chciałem go zapamiętać.

I wiesz co? Było cudownie.

Ten moment, kiedy huśtawka odrywa się od ziemi. Kiedy czujesz powietrze na twarzy. Kiedy na sekundę zapominasz o wszystkim – o zadaniach, obowiązkach, rolach, które nosisz na sobie jak zbroję.

Nagle nie byłem już „dorosłym mężczyzną”, „wykładowcą”, „podcasterem”, „mentorem”. Byłem po prostu sobą. Człowiekiem, który lubi się huśtać.

Czytam ostatnio Winnicotta, brytyjskiego psychoanalityka. Pisał on o tym, że dorośli ludzie przestają się bawić. Przestają robić rzeczy „bez celu”. I w tym momencie tracą kontakt z czymś, co nazywał „prawdziwym ja”. Zaczynają funkcjonować tylko w „fałszywym ja” – w rolach, maskach, oczekiwaniach.

I tak sobie myślę, ile takich huśtawek mijamy każdego dnia?

Ile razy powstrzymujemy się przed tym, co naprawdę chcemy zrobić – bo „to nie wypada”, „jestem za stary”, „co sobie pomyślą inni?”

Ile razy rezygnujemy z drobnych, prostych radości, bo… nie pasują do naszego wizerunku?

Życie w pełni to nie życie „odpowiedzialne” czy „dojrzałe” w potocznym rozumieniu. To życie, w którym jesteś w kontakcie ze sobą. W którym słuchasz, czego naprawdę pragniesz. I dajesz sobie pozwolenie, by to realizować.

Niekoniecznie w wielkich gestach. Często to są małe rzeczy. Huśtawka. Śpiew w samochodzie. Taniec w kuchni. Spóźnienie się, bo zatrzymałeś się, żeby popatrzeć na zachód słońca.

Te rzeczy nie zmieniają świata. Ale zmieniają nas.

Bo przypominają nam, kim jesteśmy, zanim założyliśmy wszystkie te role.

***

Może dziś, w tym tygodniu, znajdziesz swoją huśtawkę?

Może zobaczysz coś, co wewnętrznie szepnie: „Chcę to zrobić” – i zamiast to zignorować, po prostu… się zatrzymasz?

Jeśli masz ochotę, napisz mi – kiedy ostatnio zatrzymałeś się przy swojej huśtawce? Albo co dziś Cię powstrzymuje przed huśtaniem? Chętnie poczytam.

No i dziękuję, że tu jesteś. I że czytasz te listy ❤️

Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Poniżej znajdziesz kilka ostatnich wydań newslettera. Rzuć na nie okiem w wolnej chwili i daj się zainspirować.

Read more from Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Za oknem zima. Mróz. Rano wychodzę na ulicę i widzę, jak oddech zamienia się w parę. Taka pogoda sprawia, że chce się zostać w domu. Napić kawy z kardamonem. Posłuchać skandynawskiego jazzu. Pogadać z kimś bliskim. W zimie zawsze przypomina mi się pewna historia. Opowiadał ją Schopenhauer – filozof, którego bardzo sobie cenię. I jest to opowieść o jeżach. W zimny dzień grupa jeży próbuje się ogrzać. Podchodzą bliżej i kłują się nawzajem kolcami. Odskakują. Za chwilę jest im znowu zimno, więc...

Wczoraj byłem z przyjaciółmi na wystawie „Henri Matisse” w Tichauer Art Gallery w Tychach. Jak zwykle się nie zawiodłem. Trafiłem tam na litografię La Danse – graficzną wersję słynnego obrazu Matisse'a z 1910 roku. Pięć czerwonych postaci tańczy w kręgu na tle niebieskiego nieba i zielonej ziemi. Symbol radości, jedności, wyzwolenia. Henri Matisse, Dance (1909-1910) Ale najbardziej zaintrygowała mnie jedna rzecz – krąg się nie domyka. Dwie dłonie prawie się dotykają. Prawie. Ale nie do końca....

Trafiłem ostatnio na zdanie, które wierci mi dziurę w głowie od kilku dni: „Należy kochać osobę, którą ma się przed sobą, a nie cel, który się dla niej ustanowiło”. Czytam je raz, drugi, trzeci. I za każdym razem coś we mnie pęka. Bo to zdanie dotyka czegoś, co widzę niemal na każdej sesji rozwojowej. Ktoś mówi: „Zależy mi na rozwoju mojego zespołu”. I wierzę, że to jest szczere. Ale kiedy zaczynamy kopać głębiej, okazuje się, że pod tym „rozwojem” kryje się coś zupełnie innego. Obraz....