⏳ Gdzie byłeś rok temu?


Ile razy złapałeś się na tym, że patrzysz na kogoś i myślisz: „Też chciałbym tak mieć, tak żyć, tak wyglądać, tak prowadzić firmę, tak grać na instrumencie”?

A tymczasem każdy z nas jest w innym miejscu swojej drogi. Osoba, z którą się porównujesz, często ma za sobą lata pracy, błędów i nauki. Ty widzisz tylko efekt końcowy – a nie cały proces.

Widzisz zdjęcie, występ, projekt. Nie widzisz lat codziennej pracy, upadków, zwątpienia.

Porównania są jak krzywe lustra. Zniekształcają. Zamiast dodawać siły, odbierają ją.

Bo w tle pojawia się głos: „Ty jeszcze tam nie jesteś. Robisz wciąż za mało”.

Ferenc Németh, znakomity perkusista jazzowy, powiedział mi kiedyś podczas warsztatów, że jedynym sensownym punktem odniesienia jesteśmy my sami – sprzed roku, sprzed pięciu lat, sprzed wczoraj.

Czy coś w Tobie urosło? Czy czegoś się nauczyłeś? Czy jest w Tobie więcej spokoju, odwagi, mądrości?

Może to jest właśnie miara postępu – nie cudze osiągnięcia, tylko Twoje własne kroki.

Czasem małe, czasem niezgrabne. Ale Twoje.

Kiedy następnym razem poczujesz ukłucie porównania, przeglądając Instagram czy Facebooka, spróbuj odwrócić wzrok od innych i zapytać siebie:

„A jak wygląda moja droga? Gdzie byłem rok temu, a gdzie jestem dziś?”

To pytanie potrafi być uwalniające.

Dziękuję, że mnie czytasz. Dziękuję, że odpowiadasz. Robię wszystko, żeby odpisać na wszystkie listy :)

Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Poniżej znajdziesz kilka ostatnich wydań newslettera. Rzuć na nie okiem w wolnej chwili i daj się zainspirować.

Read more from Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Za oknem zima. Mróz. Rano wychodzę na ulicę i widzę, jak oddech zamienia się w parę. Taka pogoda sprawia, że chce się zostać w domu. Napić kawy z kardamonem. Posłuchać skandynawskiego jazzu. Pogadać z kimś bliskim. W zimie zawsze przypomina mi się pewna historia. Opowiadał ją Schopenhauer – filozof, którego bardzo sobie cenię. I jest to opowieść o jeżach. W zimny dzień grupa jeży próbuje się ogrzać. Podchodzą bliżej i kłują się nawzajem kolcami. Odskakują. Za chwilę jest im znowu zimno, więc...

Wczoraj byłem z przyjaciółmi na wystawie „Henri Matisse” w Tichauer Art Gallery w Tychach. Jak zwykle się nie zawiodłem. Trafiłem tam na litografię La Danse – graficzną wersję słynnego obrazu Matisse'a z 1910 roku. Pięć czerwonych postaci tańczy w kręgu na tle niebieskiego nieba i zielonej ziemi. Symbol radości, jedności, wyzwolenia. Henri Matisse, Dance (1909-1910) Ale najbardziej zaintrygowała mnie jedna rzecz – krąg się nie domyka. Dwie dłonie prawie się dotykają. Prawie. Ale nie do końca....

Trafiłem ostatnio na zdanie, które wierci mi dziurę w głowie od kilku dni: „Należy kochać osobę, którą ma się przed sobą, a nie cel, który się dla niej ustanowiło”. Czytam je raz, drugi, trzeci. I za każdym razem coś we mnie pęka. Bo to zdanie dotyka czegoś, co widzę niemal na każdej sesji rozwojowej. Ktoś mówi: „Zależy mi na rozwoju mojego zespołu”. I wierzę, że to jest szczere. Ale kiedy zaczynamy kopać głębiej, okazuje się, że pod tym „rozwojem” kryje się coś zupełnie innego. Obraz....