📣 Czyje głosy nosisz w głowie?


Znasz to uczucie, kiedy ktoś mówi o Tobie coś raniącego, a potem przez tydzień dusisz to w sobie?

Jedno zdanie potrafi przykleić się jak drzazga. I nawet jeśli dobrze wiesz, że nie powinno Cię to obchodzić, to jednak obchodzi. Bo jesteś człowiekiem. Bo chcesz być widziany, rozumiany, akceptowany.

Ale jest coś, co warto sobie uświadomić: ludzie oceniają Cię przez pryzmat swoich własnych historii. Przez swoje braki, kompleksy, nierozwiązane sprawy.

Czasem mówią Ci, że jesteś „zbyt wrażliwy/wa”, bo sami kiedyś musieli tę wrażliwość schować. Czasem Cię krytykują, bo mierzą Cię miarą, którą sami przykładają do siebie.

Tak naprawdę ich słowa mówią więcej o nich niż o Tobie.

Carl Rogers pisał, że warunkiem zmiany jest bezwarunkowa akceptacja. Ale zanim poczujesz się akceptowany przez innych, musisz zaakceptować siebie. Znaleźć swój własny głos. Zacząć stawiać sobie pytanie: „Co ja o sobie myślę?" zamiast „Co inni myślą o mnie?"

Bo tylko wtedy masz wpływ. Tylko wtedy przestajesz się dopasowywać.

To nie znaczy, że masz ignorować każdą informację zwrotną. Jest jednak różnica między słuchaniem a uleganiem. Między otwartością a zależnością. Między dialogiem a życiem według cudzego scenariusza.

Dzisiaj wieczorem, jak już będziesz leżeć w łóżku, zrób dla siebie coś prostego. Zamknij na chwilę oczy i zapytaj siebie:

„Czyje głosy noszę w głowie?”

A potem:

„Który z nich naprawdę chcę zostawić?”

To, co myślisz o sobie, nie musi być tym, co mówią o Tobie inni. Może być jak głęboki oddech. Twój własny.

Jestem ciekaw, jak Ty to widzisz. Możesz po prostu odpisać.

Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Poniżej znajdziesz kilka ostatnich wydań newslettera. Rzuć na nie okiem w wolnej chwili i daj się zainspirować.

Read more from Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Ostatnio siedzieliśmy na zajęciach z literatury muzycznej na Akademii Muzycznej. I rozmawialiśmy o przełomach. O tym, jak rodziły się nowe style muzyczne. Jazz, który był skandalem. Dodekafonia, której nie chciały sale koncertowe. Rock and roll, który „deprawował młodzież”. Za każdym razem ten sam schemat. Nowe brzmienie pojawia się na horyzoncie, a środowisko zaciska pięści. Krytykuje. Odrzuca. Czasem przez lata całe. I nagle ktoś wspomniał o Chaplinie. Chaplin przez lata odmawiał pracy w...

W ostatnim newsletterze pisałem Ci o kosmitach. O tym, jak bardzo chcemy, żeby „ktoś tam był”. Ktoś mądrzejszy, ktoś z zewnątrz, ktoś kto wie więcej i zdejmie z nas ciężar odpowiedzialności za własne życie. Ten tekst był o potrzebie zewnętrznego punktu oparcia. Dzisiaj chcę pójść o krok dalej. I przyznam, że to jeden z trudniejszych tekstów, jakie przyszło mi napisać. Bo dotyczy czegoś, co jest zdecydowanie bliżej mnie niż kosmici. Przez prawie czterdzieści lat życia musiałem mieć kogoś, na...

Jechaliśmy z Olą w Gorce. Droga długa, rozmowa leniwa, jeden z tych momentów, kiedy myśli płyną same. I nagle, nie wiem skąd, wyskoczył mi temat kosmitów. – A co, jeśli tam ktoś jest? – zapytałem. Ola zastanowiła się chwilę. – A co, jeśli tam nikogo nie ma? I wtedy poczułem coś dziwnego. Jakiś taki lekki niepokój. Jakby ta druga opcja była… cięższa. Dlaczego tak bardzo chcemy, żeby „ktoś tam był”? Bo to by znaczyło, że ktoś wie lepiej. Ktoś już przez to przeszedł. Może patrzy. Może pomoże. A...