|
Znasz to uczucie, kiedy ktoś mówi o Tobie coś raniącego, a potem przez tydzień dusisz to w sobie? Jedno zdanie potrafi przykleić się jak drzazga. I nawet jeśli dobrze wiesz, że nie powinno Cię to obchodzić, to jednak obchodzi. Bo jesteś człowiekiem. Bo chcesz być widziany, rozumiany, akceptowany. Ale jest coś, co warto sobie uświadomić: ludzie oceniają Cię przez pryzmat swoich własnych historii. Przez swoje braki, kompleksy, nierozwiązane sprawy. Czasem mówią Ci, że jesteś „zbyt wrażliwy/wa”, bo sami kiedyś musieli tę wrażliwość schować. Czasem Cię krytykują, bo mierzą Cię miarą, którą sami przykładają do siebie. Tak naprawdę ich słowa mówią więcej o nich niż o Tobie. Carl Rogers pisał, że warunkiem zmiany jest bezwarunkowa akceptacja. Ale zanim poczujesz się akceptowany przez innych, musisz zaakceptować siebie. Znaleźć swój własny głos. Zacząć stawiać sobie pytanie: „Co ja o sobie myślę?" zamiast „Co inni myślą o mnie?" Bo tylko wtedy masz wpływ. Tylko wtedy przestajesz się dopasowywać. To nie znaczy, że masz ignorować każdą informację zwrotną. Jest jednak różnica między słuchaniem a uleganiem. Między otwartością a zależnością. Między dialogiem a życiem według cudzego scenariusza. Dzisiaj wieczorem, jak już będziesz leżeć w łóżku, zrób dla siebie coś prostego. Zamknij na chwilę oczy i zapytaj siebie: „Czyje głosy noszę w głowie?” A potem: „Który z nich naprawdę chcę zostawić?” To, co myślisz o sobie, nie musi być tym, co mówią o Tobie inni. Może być jak głęboki oddech. Twój własny. Jestem ciekaw, jak Ty to widzisz. Możesz po prostu odpisać. |
Poniżej znajdziesz kilka ostatnich wydań newslettera. Rzuć na nie okiem w wolnej chwili i daj się zainspirować.
Za oknem zima. Mróz. Rano wychodzę na ulicę i widzę, jak oddech zamienia się w parę. Taka pogoda sprawia, że chce się zostać w domu. Napić kawy z kardamonem. Posłuchać skandynawskiego jazzu. Pogadać z kimś bliskim. W zimie zawsze przypomina mi się pewna historia. Opowiadał ją Schopenhauer – filozof, którego bardzo sobie cenię. I jest to opowieść o jeżach. W zimny dzień grupa jeży próbuje się ogrzać. Podchodzą bliżej i kłują się nawzajem kolcami. Odskakują. Za chwilę jest im znowu zimno, więc...
Wczoraj byłem z przyjaciółmi na wystawie „Henri Matisse” w Tichauer Art Gallery w Tychach. Jak zwykle się nie zawiodłem. Trafiłem tam na litografię La Danse – graficzną wersję słynnego obrazu Matisse'a z 1910 roku. Pięć czerwonych postaci tańczy w kręgu na tle niebieskiego nieba i zielonej ziemi. Symbol radości, jedności, wyzwolenia. Henri Matisse, Dance (1909-1910) Ale najbardziej zaintrygowała mnie jedna rzecz – krąg się nie domyka. Dwie dłonie prawie się dotykają. Prawie. Ale nie do końca....
Trafiłem ostatnio na zdanie, które wierci mi dziurę w głowie od kilku dni: „Należy kochać osobę, którą ma się przed sobą, a nie cel, który się dla niej ustanowiło”. Czytam je raz, drugi, trzeci. I za każdym razem coś we mnie pęka. Bo to zdanie dotyka czegoś, co widzę niemal na każdej sesji rozwojowej. Ktoś mówi: „Zależy mi na rozwoju mojego zespołu”. I wierzę, że to jest szczere. Ale kiedy zaczynamy kopać głębiej, okazuje się, że pod tym „rozwojem” kryje się coś zupełnie innego. Obraz....